Jako dziecko często sie zastanawiałam dlaczego cos wypada a cos nie, dlaczego nóż należy trzymac w prawej ręce a widelec w lewej, dlaczego nie wypada się śmiać za głośno, dlaczego ubiorem wyrażamy szacunek wobec kogoś… pytań mnożyło mi sie tysiące za każdym razem jak chciałam zrobić cos inaczej niż nakazywały tzw przyjęte normy. A kto te normy ustalił? I dlaczego one są dobre a to co ja chciałam robić bylo niewłaściwe. Oczywiście pytałam się o to moich rodziców, nauczycieli czy innych dorostych osób, ale odpowiedz była zawsze ta sama “Bo tak jest i było od zawsze” …
Hmm dalej tego nie rozumiałam, ale po próbach buntu w końcu poddawałam sie tym zasadom. Dorastajac zaczęlam je przyjmowac jako norme, a majac swoje własne dzieci, zaczęłam równiez przekazywac te same szablony i normy zachowań takze i im. Oni tez sie buntowali i zadawali mi dokładnie te same pytania, które ja kiedyś zadawałam i otrzymywali dokładnie te same odpowiedzi co ja w dzieciństwie. Wtedy tego nie widzialam, zapomniatam o tym… az do momentu gdy doznałam przebudzenia…
I znowu te wszystkie pytania wrócily do mnie.
Zrozumiałam jak wiele programów jest nam wgrywanych juz od poczatku naszego zycia, programów które absolutnie nie sa nasze.
Zaczelam rozumiec ze szacunek nie okazuje sie strojem tylko słowem i gestem, ze jedzenie tak samo wspaniale smakuje bez wzgledu na to w której rece trzymamy sztućce a jeszcze lepiej smakuje jak jemy je rekami, ze glosny smiech i rozmowy przy stole to oznaka wspanialej zabawy ..
Chodzi o to zeby zyc zgodnie ze soba, zeby robic rzeczy które sa w zgodzie z nami samymi….
Cieszyć sie prostymi rzeczami, smiac sie i plakac kiedy mamy na to ochote.
Miec gdzies wszystkie normy i zasady, które ktos kiedys stworzyt po to aby nas udomowić ….
Nie rodzimy sie jako kopie kogos innego. Jestesmy jedyni w swoim rodzaju. Nie ma takiej drugiej Mnie, Ciebie, Jej, Jego…
Zycie w starych zakodowanych programach to jak rzucenie sie w nurt rzeki. Nie mamy kompletnie wplywu na nic. Obijamy sie z brzegu o brzeg, zahaczamy o wystajace kamienie i nierównosci raniac sie do bólu, a jedyne co mozemy robic to machac rekami i próbowac unosic sie na powierzchni zeby nie utonac.
Tak czulam sie przez wieksza czesc mojego zycia, ale w koncu udato mi sie wydostac na brzeg Nie wskakuje juz do zburzonego nurtu rzeki, wybieram sciezki, czasem kompletnie nieznane , dziewicze ale wiem ze zawsze mam wybór, moge podazac jedna droge lub moge je zmieniaé jezeli tak czuje, moge tez zawsze zawrócić, ale co jest w tym najwazniejsze – MAM WY BOR! Zrozumialam i doświadczyłam, ze to ja mam absolutna władzę nad tym jak ma wygladac moje zycie… mogẹ dokonac w zyciu wszystkiego i byc kim tylko zapragne … Nasze mysli i pragnienia to magia, która tylko wystarczy wykorzystac we wlasciwy sposób🩷🩷🩷



Leave a comment